opdar blog

Notre Dame de Paris, plein soleil, harmonie bleue

Wpisy z tagiem: dawno

Pomyłka

Brak komentarzy

-Do widzenia
-Nie wiem czy się jeszcze zobaczymy.
-Dlaczego?
-Bo umrę.
-Ludzie jak wy nie umierają tak szybko. Do poniedziałku.

Sciana

1 komentarz

Czytam sobie komentarze do  
http://opole.gazeta.pl/opole/1,35086,10382387,Jelen_jak_sciana__kierowca_w_szpitalu.html
 
Kiedyś miałem doczynienia z krową. Jadę sobie zaspany rano przez wieś, widzę krowy idące poboczem. Chłop ściągnął krowy łańcuchem, a ja, jak mi potem powiedział, zwolniłem odruchowo. Kiedy podjechałem krowa wskoczyła pod koła. Bo miałą pastwisko po drugiej stronie. Zahamowałem na tyle, że tylko podciąłem jej nogi, siadła mi na masce i po chwili zgrabnie zeskoczyła. Maska i reflwktory do wymiany, nie pamiętam co jeszcze.  Ale gdybym jechał troszkę szybciej i ona przetoczyła się dalej, zostałoby ze mnie mniej niż z Trucka. Taka masa.

Tabula rasa?

1 komentarz

Było sie prawdziwym katolikiem. Potem się zostało agnostykiem. Wina życia. Skoro zmusiło, żeby się kierować bardziej rachunkiem prawdopodobieństwa niż wiarą czy nadzieją, to trudno było uwierzyć, dlaczego z dziesiątek tysięcy bogów jakich zna historia i niewiadomo ilu, o których zapomniała, jeden miałby być prawdziwszy. Mimo to jest fanem Kościoła Katolickiego. Pasjonatowi historii ciężko wyobrazić sobie cywilizację bez religii. Kilka, które doszły do tego etapu, szybko odchodziły na śmietnik. (Ciekawe, w co teraz wierzą Chińczycy?) Jako pasjonat również antropologii społecznej widzę Kościół, szamanów itp. jako drogowskazy wskazujące społeczeństwom co w długim terminie jest dobre. Wystarczy popatrzeć na imigrantów we Francji, czy posłuchać Tuska, płaczącego, że nie będzie kto miał pracować na nasze emerytury, żeby wiedzieć, że aborcja to zła rzecz. Zakaz rozwodów jako ochrona dzieci. W gruncie rzeczy bardziej podoba mi się katolickie zadowolenie ze spełnienia obowiązku niż hippisowska pogoń za sczczęściem. Wg mnie propaganda Kościoła, byle byłaby głoszona z wysoką kulturą literacką, jest dobrą przeciwwagą dla filozofii życiowej proponowanej w telewizjach podczas przerw na reklamy…
Ze wstępu robi się credo.
Tak więc z obłudą obłudnego pseudo-katolika postanowiłem dać Julii to co sam dostałem – wychowanie w nie-wierzonej wierze. Rok temu poszedłem z nią ze trzy razy do kościoła i jakoś prezestałem. Teraz mieliśmy problem z nauką dni tygodnia, więc żeby wprowadzić w tych dniach jakiś porządek: niedziela – dimanche -koniec tygodnia - chodzi się do Kościoła, No więc znów trzy razy do kościoła. Raz na mszę dla dzieci, dwa razy dla dorosłych. Ładnie jej wszystko tłumaczyłem -dlaczego ksiądz trzyma ręce do góry, -dlaczego na sercu, -dlaczego pani mówi mówi -iśmy. Lekko spocony i bardzo czerwony obiecałem wytłumaczyć w domu, dlaczego jako jedyny w kościele, nie idę do komunii. Czyli reagowała jak dziecko.
Za to w domu dysputa teologiczna na wysokim poziomie. Zwłaszcza w kwestii śmierci i życia pozagrobowego. W pewnym momencie serce się ścisnęło, jak z żalem, oburzeniem powiedziała, ce n’est pas juste, że ona umrze i pójdzie, a nas tam nie będzie. Zapewniliśmy, że będziemy.
Troche zadowolony, że nie pyta dlaczego nie poszedłem do komunii, bardzo zdziwiony skąd u niej tak wiedza. Nie ode mnie, nie od Edyty, na pewno nie ze szkoły francuskiej, czy od francuskich dzieci w parku. Zadnych filmów religijnych też nie oglądała.
Uwierzyłem freudystom, że doświadczenie, przeżycia, zwłaszcza z dzieciństwa, warunkują wszystko. Ale chyba ta tabliczka nie jest taka czysta.

Genetyka

Brak komentarzy

Całe dzieciństwo byłem prześladowany za szuranie butami. Pięty butów, obcasy zdzierałem z prękością światła. Mam radochę widząc, że Julia chodzi identycznie. I pare innych rzeczy. Gdy marzy, biega po pokoju. Dziwna ta dziedziczność.

Fotograf

Brak komentarzy


Jako intelektualista na wsi dzieciństwo miałem ciężkie, psychicznie. Niczego nie wolno było mi dotknąć, bo popsuję. Pomny tych doświadczeń pozwalam Julii na wszystko, prawie wszystko. Nożyczkami, nożami bawi się tylko przy mnie. Ale komputerem bawiła się jak tylko umiała się do niego dostać. W wieku 4 miesięcy potrafiła napisac @ na francuskiej klawiaturze. Aparat fotograficzny? Wystarczyło, że spytała Mogę? Odpowiedzi nie usłyszała, a juz go miała w rekach. Juz póltora roku temu porobiła mi ciekawe zdjęcia, ale to co teraz znalazłem udowodniło, że Julia jest godna pokładanego zaufania. To rozplanowanie przestrzeni, symetria, uchwycenie piłeczki…
 
I co? intelektualisto z miasta? Ale jestem złośliwy.

We Francji strajkują przeciw podwyższeniu wieku emerytalnego. Ostatnio bardzo lubie jak strajkują szkoły bo zostaję z Julią zamiast iść do pracy, wszyscy to rozumieja i mi płacą dniówkę jak bym pracował. Nie cierpię związkowców, nie słuchałem ich argumentów, ale uwazam że podzyżswenie wieku emerytalnego w epoce 10 procentowego bezrobocia jest złodziejstwem i debelizmem.
Złodziejstwm bo ci którzy nie maja pracy spedzą dwa lata wiecej na zasiłku.
Debilizmem, bo ci którzy mają pewną pracę, jak urzędnicy, nauczyciele beda ja trzymali 2 lata dłużej, blokuja dostęp młodym.
Walka z deficytem jest rzeczą konieczną ale przecież uczciwsze było proste podwyższenie podatków, czy opodatkowanie emerytur.
Uwazam się za liberała, tyle ze teraz nie ma w epoce globalizmu liberalizmu, a zasłaniający sie jego wydmuszką kradna kogo mogą., 

No bo gdzie dzisiaj mamy liberalizm. Dlaczego największe firmy tyle pieniędzy wydaja na lobbing, probując wydusić jak najwięcej od państwa, którego niby nie potrzebują. Prezydenci USA czy Francji są przede wszystkim akwizytorami Lockheed Martina, Dassaulta czy Airbusa i każde rozmowy z Chinczykami, Arabami czy Brazylijczykami kończy podpisywanie kontraktów

Kilka dni temu usłyszałem, że jakiś fundusz wykupił opcje na 7 procent swiatowych zapasów kakao. No i będzie powtórka z ropy i innych. Producenci swoje dziubnęli, marże sprzedawców wzrosły, transportowcy przerzucili ceny i wszyscy zadowolenii, oprócz konsumentów, ale oni prawa głosu nie mają. Liberalizm czy prawo dzungli, dla mniej raczej to drugie, bo to przypomina klasę, w której trzech najsilniejszych sie dogaduje i gnębi resztę.

Kryzys finansowy. W moich oczach wygląda to tak. Fundusze wypompowały ceny ropy i innych surowców, zyski z tego poszły w akcje, Zarobiły ponad 2 bln dolarów wirtualnych , szybko upłynnionych w formie pensji, premii i dywidend. Kiedy kryzys nieruchomosci wymusił sprzedaże i ceny wróciły do punktu wyjscia powstało 2 bln strat które w częsci pokryli drobni akcjonariusze, a resztę instytucje państwowe. I zaczęli zabawę od nowa. Czyli całe szlachetna spekulacja, która kiedyś miała służyć wyrównywaniu i stabilizowaniu cen, zmieniła się w najgorszego łupiestwo. A kto tak myśli to nieudacznik. Ale ja to chyba jestem obiektywny. Wiekszą cześć dnia poświęcam giełdzie, a zarobki inwestuje w Total, Credit Agricole, BNP i Axę.

Drażnia mnie rady liberałów internetowych. Kiedy się biedacy skarża że wiążą koniec z końcem za 1300 zł. miesięcznie kiedy dyrektorzy zarabiają po 40 tys. W tym momencie pojawia sie ma forach natychmiast jakiś człowiek sukcesu radząc, żeby wziął swój los w swoje ręce i założył firmę. Uboczny wątek to to wrzucanie, przez liberałów do jednego worka właścicieli przedsiębiorstw, których mało kto się czepia i dyrektorów, menedzerów którzy zasługują na swoją szansę zaczęcia życia od zera. Ale czy łatwo teraz założyć firmę? W 1996 próbowłem bo był czas i warunki na to. Szanse były wyrównane. Zbankrutowałemz powodu wlasnych błędów. Ale wtedy jeszcze można było zaczynać biznes. Teraz, kiedy Edyta namawia mnie, odpowiadam, że jedyny sposób na biznes to podwiesić się pod wielką firmę i świadczyć dla niej usługi. No, ale do tego potrzeba kogoś w tej firmie. Liberalizm. Ciekawa sprawa na necie natknąłem sie na blogi przedstawicieli chyba wszystkich zawodów, oprócz przedsiębiorców. Czyli nie tak łatwo otworzyć biznes. Czytałem blog dyrektora jednego ze sklepów wielkiej sieci, który z dużym poczuciem humoru opisuje swój los trybika, ocenianego nie za wyniki, lecz za żarliwość w wypelnianiu debilnych poleceń centrali. Menedżerowie mówią, że o ich zarobkach decyduje wolny rynek. ? O pensji dyrektora każdej z największych firm decydują dyrektorzy innych największych firm z racji posiadanych przez te firmy udziałów. Więc pensje rosną bo muszą. Bo odpowiedzialność. Ciekawe jaka? Właścicie firm potrafią mieć wizje, robić rzeczy nowe pionierskie. Menedzerowie wybierają miedzy kilkoma standartowymi rozwiązaniami. Równie dobrze poradziłby sobie absolwent szkoły ekonomicznej. Ale nie, ci zazwyczaj nie mają dobrych układów wśród polityków. Bo to najważnioejsze w środowisku liberalnym. Ze względu na co będący w trudnej sytuacji Alcatel za olbrzymie pieniądze dyrektora Totalu. Czy są dwie branże bardziej niemające nic wspólnego:). Nie wspominając o upadłych geniuszach z Stalexportu, Elektrimu, Vivendi, Credit Lyonais, Alcatela, AIG, JPMorgan itd Trudno, pomylili się, ludzka rzecz.

Mam swoją spiskową teorię funkcjonowania wspólczesnego świata. Rządzą nim szefowie wielkich korporacji, wpływając na polityków przez lobbing, na publikę przez zmonopolizowane w swoim ręku media. W republikach bananowych…, w Polsce podobnie, cala klasa polityczna siedzi w ich radach nadzorczych itp i jak widac, przechodzenie władzy, z rąk postsolidarnosci do SLD i odwrotnie, nie zmieniało niczego. Te lobby ośmieszają potencjalnych przeciwników. Czy to takie trudne stworzyć partię ekologiczną z kanaliami na czele, żeby sprawić że ekolog znaczy debil. Mamy w Polsce związki zawodowe czy raczej ich substytuty. Podzielone, skupiające nikły procent załogi, skorumpowane. Kto na tym korzysta? Gdy Solidarniść liczyła 10 mln członków wymusiła zmiany fundamentalne. W Niemczech podobno (opieram sie na tym, co słyszę w radiu francuskim) związki zawodowe skupiają około połowy załóg, są zdolne akceptować obniżki płac i martwić się o dobro zakładu. Francja jest pośrodku, związki zawodowe są średnio liczne i stosują metody terrorystyczne. Jestem ich wrogiem. Ale podoba mi się mentalność pracownika francuskiego. W oczach Polaków Francuzi szmacą się nonstop kablując na kolegów i unikając roboty. Ale Francuzi się cenią.

W filmach amerykańskich ciągle pojawia się motyw mobbingu, szef domaga się od pracownika zrobienia czegoś wbrew jego przekoniu, czy wręcz wbrew prawu, bo inaczej jego kariera będzię skończona. I pracownik się szmaci, i to jest ok. Tło obyczajowe Dra House’a jest szokujące. Najwięksi lekarze USA są gotowi zrobić wszystko, żeby nie utracić pracy. To chore. Ludzie powinni szanować pracę, a nie żyć w panicznym strachu przed jej utratą.

W sumie jedyne co zostało z liberalizmu w Posce to pogarda dla przegranych. Kiedy przybyłem do Francji, ultraliberał, przekonany, że każda pomoc tylko demoralizuje budząc niepotrzebne nadzieje, uderzyło mnie stwierdzenie, że we Francji nikt nie głoduje. Bo co w tym złego? Czy kosztuje to aż tak dużo? A jaki efekt. Tym bardziej że rzeczy, które działają źle należy wymienić. Ponad 15 lat temu byłem przekonany, że liberalizm zrobi z Polski gospodarczo 52 stan Ameryki. Teraz wolę patrzeć na Francję, Niemcy, czy Skandynawię.

Jezuita …

Brak komentarzy

Już dawno straciłem umiejętność emocjonowania się sportem, tzn. oglądaniem go. Czasem tylko coś drga jak widzę drużynę, która gra powyżej swych możliwości. Jak Portland w walce z Chicago o mistrzostwo. W miarę upływu każdej minuty miałem wrażenie, że mózgi zawodników Trail Blazers stapiaja sie w jeden  i dzięki absulutnemu rozumieniu się wywołuja strach w takiej maszynce do wygrywania jak Bulls. Albo reprezentacja Francji w rugby w czasach Bernarda La Porty. I oczywiście Argrntyna w pilce nożnej. Zawsze. Technika i prostota, skutecznosc. Którą bramkę pajaców z Brazylii mozna porównać z bramką Maradony w  meczu z Grecją w 1994. I nie chodzi mi o Maradone tylko o to co było przed podaniem mu piłki, jak Argentyńczycy przeszli pół boiska, podając sobie z pierwszej piłki, w powietrzu, nie dłużej niz 5 metrów. Eh, ekstaza. Albo w 1990, kiedy mieli ekipę do niczego, ale dzieki wspaniałej taktyce i zgraniu, prawie zostali mistrzami świata. Jak widziałem ich 11 w obronie, po przechwycie piłki, nie próbujących kontry, tylko ataujących pozycyjnie strefą, nie dając przeciwnikowi możliwości przechwycenia piłki i wracających na obronę po wrzuceniu piłki na pole karne przeciwnika, to widziałem perfekcję w wykorzystaniu swoich możliwości. I w finale zniszczeni przez rzut karny, perfekcyjnie wykonany przez Andreasa Brehme, identycznie jak ten wczoraj przez Meksykanina Quotemoca Blanko. Dwadzieścia lat temu byłem zdryzgotany. Zdobyłem video meczu, zaanalizowałem układ nóg w momencie niby-faulu i bez cienia wątpliwości stwierdziłem, że niemiecka świnia symulowała. Popędziłem podzielić sie ta informacja z najlepszym kolegą interesującym sie sportem, a ten:
- No i dobrze, bo jakby wygrali z taką taktyka to byłoby przegięcie.
      

Sądy

Brak komentarzy


Od stycznia znów gram na giełdzie, przez co mniej pisze. Bo gra na giełdzie ma swoje zalety np. wywołuje impotencję, przez co nie traci się czasu na głupoty, ale też i skutki uboczne jak debilizm. Dowód? jak nie gram na giełdzie, to grając w szachy na kurnik.pl mam w rankingu ponad 1400, kiedy gram ok. 1100. Oczywiste, jak sie kilkanaście godzin na dobę myśli o tym co będzie góra za 5 minut, próbować przewidzieć dwa ruchy do przodu – niemożliwe.  I trudno sie pisze z tak ograniczonym umyslem.
W połowie tygodnia sąd francuski skazał na wiezienie bez zawieszenia lekarzy, którzy przez zaniedbanie odpowiedniej dezynfekcji zarazili operowanych groźną chorobą. Bardzo mi się spodobało, że rok wiezienia i 30 tys. grzywny dostał, bezpośrenio niewinny, dyrektor szpitala. I tak według mnie być powinno. Nie tylko kasa, ale i odpowiedzialność. A nie jej przerzucanie.
Ciekawa sprawa, francuskie sądy nie uzasadniają wyroków, są z tego powodu objeżdzane przez Brukselę. Jednak mają olbrzymi autorytet, oprócz skazanych nikt nie kwestionuje wyroków, nikt nie mówi o stronniczości. Są niezależne i kierują sie bardziej duchem prawa niż jego literą.
W Polsce raz miałem do czynienia z sądem. Było ślisko, zjeżdzałęm z góry, na dole Samara próbowała skręcić w lewo, ale nie wyhamowała i stała na środku drogi czekając na możliwość zawrócenia. Ja miałem na pace tylko 750 kg, ale chwilę wcześniej zdjąłem 750 kg i nie chciało mi się rozłożyć reszty, więc wszystko było na przedzie. Chwilę potem Łada wystartowała, poszybowła z 15 metrów i wylądowała na zaśnieżonej łące. Kierowca wyskoczył i zaczął się chwalić Widziałem, widziałem i wiedziałem, że tak będzie. Prorok czy co? Spisaliśmy, poszedłem do swojego ubezpieczyciela, bo miałem autocasco i zaczęły się schody. Samochód kupowałem od byłego szefa, nie spłaciłem jeszcze i był zarejestrowany na niego. Przyczepili sie do ładowności. W dowodzie rejestracyjnym cześciowo na masie całkowitej cżeściowo na ładowności wpisane było 3t. Masy własnej nie było wpisanej. Uznali, że 3t to dopuszczalna ładowność, samochód waży przynajmniej tonę, więc jechałem bez uprawnień. Najweselsze, powtórzyli to w sądzie i wygrali. A nie, jeszcze weselsze było to, że sąd wzywając mnie na rozprowę, poinformował, że, ponieważ oni zapłacili szkodę, to ja musze udowodnić niewiność. Miałem na rozprawie nowy dowód z odpowiednimi cyferkami. Miałem umowę tegoż towarzystwa z taryfą do 3,5 tony. Byłem pewny, że to formalność. Nie miałem adwokata. Dostałem uzasadnienie. Rżniecie głupa i kpina w żywe oczy. Polski niezrozumiały. Kiedys tu je zamieszczę. Jak sie dowiedziałem później, powinienem był poprosić o ekspertyzę samochodu. Więc poprosiłem o obrońcę z urzędu i odwołalem się prosząc o ekspertyzę. W kwestii adwokata bez odpowiedzi. Na rozprawie usłyszałem że moja prośba jest słuszna, ale takimi rzeczami zajmuje się pierwsza instancja, więc skoro tego nie zrobiłem tam, to teraz jest za późno. Nie powiedziano od czego jest druga instacja. 3900 zł + odsetki za 2-3 lata + koszta. Osobiście nie przejąłem się. Jak normalny polski biznesman nic na siebie nie miałem, na etapie bankrutowania potrafiłem się obejść bez przelewów, w miejscu zameldowania nie bywałem, zresztą w kieleckim sami swoi, nawet komornicy. Ale niech coś takiego się trafi gościowi, który za oszczędności życia i kredyt kupił właśnie mieszkanie….
Podobny problem. Syn jednej staruszki, monarchista, z zachwytem opowiadał jak książe Hanoweru (?), ma zapłacić 200 tys. euro za spoliczkowanie dziennikarza. Bo sąd mu wymierzył karę proporcjonalnie do dochodów. W Polsce nie mogłem pojąć dlaczego sklepik na placu targowym płaci takie same kary jak hipermarket. No na początku. Bo potem jakoś kontrolerzy zaczęli się bać dawać mandaty, nawet takie, hipermarketom.

Slazacy

2 komentarzy


Jak pisalem nikt mnie nigdy od wiesniakow nie wyzywal, ale ciekawa sprawa, Slazacy mnie uczyli mowic po polsku. Ludzie, ktorzy jak sami mowili, polski poznawali w szkole podstawowej. Bawilo ich, ze 1 osobe liczby pojedynczej czasu terazniejszego niektorych czasownikow, wymawiam twardo. Np od klamac klame. Przeciez to logiczne; gdyby nie to „gubienie” „i” 1 i 3 osoby bylyby identyczne. A ze sie pisze klamie? Japko tez sie pisze jablko.
 Czytalem kiedys ksiazke o historii Ruchu Chorzow. Ze wstepu wynikalo, ze kibicem tego klubu jest prof. Miodek. W zwiazku z tym zastanawiam sie, czy ten pan ma moralne prawo nauczac cala Polske jezyka polskiego?
Jesli nie ma, to ja mu pozwalam.

Wiesniak

2 komentarzy


Ewidentne, dla mnie wiesniak brzmi dumnie. Wszystko co ma jakas wartosc pochodzi ze wsi. Ci z miasta nic nie potrafia, tylko gadac i dlatego sciagaja wiesniakow, zeby ci na nich pracowali. I jeszcze im wmawiaja, ze im łaskę robia. Bo do czego nadaje sie czlowiek z miasta? No dobra, do kabaretu. I do czego jeszcze? … (cisza). Wiec pozostaje tylko wmawiac wiesniakom, ze sa gorsi. Propaganda jest tak skuteczna, ze na roku na 12O studentow, bylem jedyny, ktory mowil, ze jest spod …., bo wszycy inni podawali miejsca gdzie chodzili do szkol srednich. Nawet ja, raz sie zaparlem, w pierwszym tygodniu pobytu w dziczy. Z pewnych wzgledow nikt mnie od wiesniakow nie wyzywal, ale co przezywali ci mniej zarozumiali, uzmyslowilo mi pewne zdarzenie. Handlujac tluszczami, o drugiej w nocy, posrodku jednego z miast slaskich, zostalem skontrolowany przez policjantow. Nigdy w zyciu nie bylem pijany, ale podobno mam taki wyglad.  Absurdy zycia. Nawet mi dmuchac nie kazali Prosze zamknac samochod, jedziemy na badanie krwi. Zdziwila ich szybkosc moich ruchow. Niech pan chuchnie. …Jeszcze raz. … Z maksymalnym zdziwieniem: Nic. Jeden zajal sie innym kierowca, drugi Co pan wiezie. … Papiery z sanepidu? To sa tluszcze techniczne, ale i tak zwykle konczylo sie na 20- 50 zl. To byly moje poczatki, wiec jeszcze nie odkrylem, ze najlepiej brac kredytowe, ktore ktos potem umorzy. W kazdym razie tej nocy postannowilem zagrac na animozjach lokalnych. Panie, w Krakowie to place tylko za to ze jestem ze wsi. Chwilka studiowania mojego prawa jazdy. Jedz pan. Moje oczy wielki i zdziwione jak nigdy. Tez jestem ze wsi. Teleportowalem sie blyskawicznie. Ale bylo mi smutno jakos. Bo ile gosc musial zniesc, zeby w imie tego odpuscic 50 zl.


  • RSS