opdar blog

Notre Dame de Paris, plein soleil, harmonie bleue

Wpisy z okresu: 10.2012

W piżamie

Brak komentarzy

- Wiesz tata. mama, to ona jest bete
- Julia nie można tak mówić, mama dużo pracuje, czasem jest zmęczona…
-Ale ona nie pozwoliła mi dotykać półek z ubraniami i nic mi nie przygotowała do ubrania…

Nierozłączni

Brak komentarzy

Słyszałem o tym, ale nie wiedziałem że to koło mnie. Idę tydzień temu koło Pompidou i …

Serce z kamienia

1 komentarz

Jak mi jakaś piosenka wpadnie w ucho, słucham na okrągło. Padło ostatnio na Marie Laforet i „Viens, viens”. I w niedziele rano odezwało się gdzieś echo zanuciłem Viens, viens, c’est une priere…, a Edyta spytała o czym jest ta piosenka. Nasłuchałem się tyle, że potrafiłem całą przetłumaczyć.

Co chwila Wróć, wróć… a poza tym:
… oto moja modlitwa… nie dla mnie, tato! powróć do mojej matki, ona umiera z tęsknoty… niech wszystko się znowu zacznie… egzystencja bez ciebie to tylko długie milczenie bez końca.
Wiem dobrze, że śliczna jest ta dziewczyna, dla której zapomniłeś o rodzinie. Nie przyszłam cię osądzać, tylko zabrać z sobą. Wygląda, że jej miłość włada twoją duszę. Uważasz, że to porównywalne do miłości twojej żony, która potrafiła dzielić z tobą los, nie wypuszczając twojej dłoni.
… mama we wrześniu odmalowała pokój, jak dawniej razem tam uśniecie.. to moja modlitwa… lecz nie dla mnie tato! powróć do matki mojej… ona umiera z tęsknoty.
Wiesz, że Kuba poszedł już do szkoły; zna już alfabet, jest zabawny; kiedy udaje, że pali to naprawdę twój portret.
… to moja modlitwa,… będziesz się śmiał, tato,… zobaczysz mamę,… ona jest piękniejsza niż dawniej, niż dawniej, dawniej, dawniej…… nic nie mów, tato,
… przytul mnie, tato.

Kiedy skończyłem, spojrzałem na Edytę i zabaczyłem łzy w jej oczach. Chyba pierwszy raz w życiu.

Koniugacja

Brak komentarzy

- Jak będzie po francusku Wy idziecie?
- Nous allons.
- Aha, a jak jest My idziemy?
- Nous! On va!

Właśnie

Brak komentarzy

w McDonaldzie dają dzieciom jakieś nowe zabawki do posiłku. No to idziemy. Dochodzimy do kasy. I w tym momencie słyszę Julię
- Papa, porquoi tu n’aimes pas McDonalds?
Jakaś kobieta ryknęła śmiechem, kilka osób się spojrzało z rozbawieniem, .

we Francji

Brak komentarzy

Radio BFM porusza kilka ciekawych tematów:
1. Zniesienie monopolu producentów samochodów w sprzedaży części samochodowych. Producenci płaczą że skończy się to ruiną zakładów i zwolnieniami. Bzdura roku. Wręcz przeciwnie. W 1997 kupiłem Fiata Brave z rurą do wymiany. Nie miałem czasu latać po sklepach, zamówiłem w internecie najtańszą, od Polaka w Niemczech. Przywieźli. Naprzeciw mieszkania był warsztat samochodowy.
- Ile?
- Nie wiem to zależy za ilę kupię rurę
- Ale już mam rurę
- Nie montujemy niczego co sami nie kupimy
I tak u kilku innych.
W końcu stary Portugalczyk na stacji BP w Bagneux mi wymienił. Chociaż jak mi powiedział za ile to wyszedłem, dopiero jak spojrzałem pod samochód ile kabli i przewodów trzeba odkręcić i przykręcić, uznałem, że to tanio. Potem kupując części i rozglądając się po sklepach, kalkulacja wychodziła zawsze ta sama – w internecie 4 razy taniej.
Obniżyć ceny, nikt nie będzie kupował w internecie, więc produkcja się zwiększy, nie wspominając o setkach ludzi, którzy nie kupują samochodów francuskich, bo części są drogie.
Najśmieszniejsze, że ta rewolucja, ma dotyczyć tylko części „widzialnych”, takich jak lampy… mniej ważnych dla bezpieczeństwa samochodu. Reszta bez zmian.
2. Rene Girard, ten chłopczy, który w 1982 strzelił Polsce gola i cieszył się uroczo, dokonał cudu zdobywając z Montpellier mistrzostwo Francji. A teraz W LM pokazał Huubowi Stevensowi z Schalke palec honoru. 11 lat we Francji i nie wiedziałem, że to się tak nazywa.
3 Sanofi urosło 25 procent w tym roku i ma szanse stać się dzisiaj najwiekszą firmą we Francji, jeśli chodzi o kapitalizację, wyprzedzając Total. Od trzech lat się nie tykam, bo wtedy wszyscy eksperci trąbili, że Sanofi jest skończone, bo w ciągu dwóch lat wygasną ich wszystkie patenty. I po co takie chwasty żyją.

Piekarnia

Brak komentarzy

Zapisaliśmy Julię na religię i, choć agnostyk, objaśniam. Zeby nie podpadła w szkole fanatyzmem, próbowałem początkowo wnosić w nasze dyskusje trochę relatywizmu i wątpliwości, ale w końcu dzisiaj pękłem i przeszedłem na pozycje ortodoksyjne. Przy okazji usłyszałem, że dobrzy idą do nieba, a żli do piekarni. Kiedy jej wytłumaczyliśmy, zmieniła troszkę zeznania. Do piekarnika.
…. i nie wódź nas na pokruszenie
… módl się za nami grzecznymi

Wakacje

Brak komentarzy

Jak tylko Julka skończyła szkołę popędziliśmy do Polski na wakacje. Ja osobiście chyba nie mam prawa mówić o wakacjach, skoro od dwóch lat nie pracuję. Nawet od stycznia zacząlem szukać pracy, choć wybrednie. Wymyśliłem sobie, że znajdę sobie pracę legalną, 35 h tygodniowo z perspektywami na resztę życia. A jeszcze jakby się dało, żeby jeździć z Julią do Polski w przerwy szkolne, to może być nawet słobo płatna. I nawet odrzuciłem parę ofert pracy od znajomych… Po trzech miesiącach, dziesiątkach wysłanych życiorysów i żadnej odpowiedzi, zacząłem szukać jakiejkolwiek pracy. I w pierwszym tygodniu kwietnia przepracowałem 5 dni jako ogrodnik. Kiedy dostałem prace pozamykałem pozycje giełdowe i oczywiście natychmiast zaczęly się spadki. A z pracy zostałem wywalony. Ponieważ praca mi sie nie podobała i nie zrezygnowałem tylko dlatego, że zainwestowałem 100 euro w bilet miesięczny, nie próbowałem sie tłumaczyć i pytać dlaczego. Wcześniej szef narzekał na mój sposób trzymania narzędzi. Nie moja wina, że pierwszy raz coś cięższego od książki trzymałem w wieku 23 lat, i że bedąc słabszym fizycznie wypracowałem sobie inne, inteligentniejsze niż on, techniki. Poza tym doznałem małej kontuzji i nie mogłem pracować na całego. Nie przyznawałem się, bo co myleć o gościu którego coś szczyka w drugim dniu pracy, liczyłem, że nie będzie ciężkiej roboty. Było kopanie metrowych dziur w skamieniałej ziemii.
Nie podobało mi sie z powodu atmosfery. Pracowało tam dwóch Polaków, którzy mieli mną kierować. Ale ponieważ szef się denerwował jeśli nic nie robimy, odwlekali robienie wszystkiego, żeby mieć co do roboty gdy szef się pojawia. Wtedy łapali się za to coś a ja żeby nie stać jak kołek, próbowałem szukać na siłe czegoś. Miałem to w Polsce 15 lat temu, nie znoszę tego, więc chiałem przepracować tylko 3 miesiące żeby schudnąć. W sumie nie byłem zły o utrate pracy tylko o te zamknięte pozycje giełdowe, które w tym czasie dałyby mi 2 tys. euro.
Ogólnie ta przygoda i inne upokorzenia związane z szukaniem pracy, spowodowały , że wziąłem się za giełdę i w dwa miesiące z 7 zrobiłem 19 tys euro. Więc wypłaciłem 6 tys. i zaraz po zakończeniu roku szkolnego przyjechaliśmy do Polski. Tu szok. Wysłałem murarzowi 16 tys. zł na remont domku wiejskiego, który kupiłem w 2005. Długoby pisać – czuję się strasznie oszukany. Miesiąc mieszkaliśmy w domku w stanie surowym, w kurzu, zmęczeni psychicznie, remontując go sami. Całe wyposażenie domu zamówiłem przez internet i dostaliśmy lodówkę…nowa fabrycznie popsutą. Z początku myślałem, że za dużo naładowałem i więc rozładowałem i czekałem…. Następny tydzień czekałem na serwis. Potem serwis czekał dwa tygodnie na częsci.

Miałem rodziców nauczycieli, mieszkanie mieliśmy jakby służbowe, przy szkole na wsi. To wywołuje kompleks, na wsi, gdzie każdy mieszka na swoim, mieszkać w wynajmowanym. I potem zawsze mieszkałem w wynajmowanym. Dlatego te dwa tygodnie odkąd murarze wyszli to była ekstaza. Być u siebie. Nieważnie, że 3/4 wakacji są zmarnowane przez murarza i miesiąc czekania na następnego. Nieważnie, że nic nie zrobiłem z tego co planowałem. Nieważnie, że straciłem dużo na giełdzie. Nieważnie, że w domu i na działce zostało mnóstwo do zrobienia. Dwa tygodnie szczęścia. Julka też miała swoje szczęście. Będąc na plaży naj jeziorem u teściów, zaczeła bawić się z jakimś psem, którego ktoś porzucił. Pies przyszedł za nimi do teściów. I kiedy przyjechałem po nie – do teściów nie mam wstępu nawet na działkę – wyszła
- Tatuś, możemy wziąść pieska?
- Jak się dziadziuś zgodzi, że go weźmie …
- Już rozmawiałam
- … i mama….
Pobiegła, długo jej nie było
- Ona jest zgodna
Zaczeliśmy łapać, nie dawał się w żaden sposób, uciekał. Juz miałem nadzieje, że nic z tego , tłumaczyłem Julce, że nie można nic zrobić. Spróbowałem jeszcze i … udało mi się go wrzucić. Mimo to jechał spokojnie z głową na kolanach szczęśliwej jak nigdy Julii. Następnego dnia zrobiła budę z kartonu, ozdobiła podpisała.

Oddała mu nawet moją, świeżo odnalezioną po 20 latach, koszulę, z którą zawojowałbym Marais
Edyta wyjechała ostatniego sierpnia. Zostaliśmy sami. Negocjujemy kwestię wzięcia piesków przez teścia. Edyta dzwoni z Francji do mnie, do swojego ojca, do mnie itd. Faktura za wrzesień 160 euro za jeden telefon. NIE. Przychodzi wigilia wyjazdu.
- Tatuś, a co będzie z pieskami
- Zostawimy im mnóstwo jedzenia na początek, a potem będą sobie musiały radzić same.

Przerażenie w oczach.
- A co Julia można innego zrobić skoro dziadziuś obiecał, a nie chce ich wziąść.
- Muszę coś zrobić – rzekła z niesamowitą mocą
- Ale co?
- Zadzwonię do dziadzi.

Idziemy przed bramę bo tam lepszy zasięg. Wybiera.
- Hallo. Ja chciałam mówić z dziadzią…. Dziadzia? bo chodzi o pieski…. Rozłacza. Nie wiadomo specjalnie, czy też ma kłopoty z zasięgiem. Wybieram kilkanaście razy, Julka zaczyna kilkanaście razy, w miarę czasu modyfikując, poprawiając tekst. W końcu dzwoni szwagier ze swojego telefonu i Julka może rozmawiać. Dziadek ją probuje spławić, Po co brałaś Trzeba było nie brać, a ona przekonuje, powtarza wielokrotnie tonem nie do odrzucenia, Dziadzia, jak ty ich nie weźmiesz to KTO da im jeść????? i w końcu najbardziej uparty człowiek świata No to przywieźcie.
Patrząc na tą scene z jednej strony miałem chęc lecieć po aparat, żeby nagrać, z drugiej nie chciałem tracić ani sekundy.
Wieczorem mówię, co myślę o niej i słyszę:
Jak się pomyśli to wszystko jest możliwe.
Faktycznie. Zapomniałem już.


  • RSS