8 maja to we Francji święto. Jeszcze w czasach kiedy pracowałem, wszystkie dni wolne od pracy niosły katostroficzne efekty w mojej grze giełdowej.  Więc od wieczora krzyczę, żeby nie pozwalać mi nic robić na giełdzie. Na nikogo nie można liczyć. Spię sobie spokojnie do 9:35, żeby nabrać sił przed szukaniem pracy, wymyśleć jakies orginalne listy motywacyjne. No bo jak wytłumaczyć, że ktoś wieku 40 lat z takim wykształceniem szuka pracy fizycznej i potrafi to robić w wieku 40 lat. Budzę się, wszyscy śpią więc właczam komputer i widzę , że na pozycji (1 futures krótki) na której idąc spać traciłem 300 euro, zarabiam 130 więc zamknąłem. Z 2 krótkich cfd o północy stratnych 50 funtów, jakieś zyski więc zamknąłem. Jakby nic nie robić byłoby 700 euro więcej. Ale jest jeszcze rynek cfd tu dzięki genialnej grze na złocie stan konta zmniejszył się z 640 funtów do 230. A że 3 pozycji długich nie zamierzam redukować, chyba że wzrosną, jest duża szansa, że zredukuje je ktoś inny zostawiając mnie z 70 funtami.
To bilans ogólny, a szczegółów takich jak to , że brakło 0,2 do realizacji moich zleceń zamykających złota z zyskiem, że gdybym trzy sekundy nie wahał się nad kupnem po 3084 futures, też zlecenie zostałoby zrealizowane i byłbym 100 euro bogatszy, było mnóstwo i nie wspominam. I pracuj tu w święta. Tylko kto mnie tak karze takim pechem.