Po 9 latach nieobecności moja stopa stanaęła w centrum cywilizacji. Było się w 2003, 2005, 2007 w Wielkopolsce, ale to się nie liczy. Zderzenie było straszne. Wylądowałem w Pyrzowicach i musiałem się cofnąć do Katowic. Czekając na pociąg, pochodziłem 2 godziny po okolicach dworca i się trochę podłamałem. Po tych 10 latach zauważałem raczej regres. Zwłaszcza kiedy mimowolnie podsłuchiwałem rozmowy tyblców, przepełnione przygnębieniem A potem totalna załamka. Podróż do J. pociągiem osobowym. Perony, na których od niewiadomo ilu lat, nie koszono trawy, wypełzającej spomioędzy płyt. Dworce nietknięte od dziesiątek lat. Niektóre pozabijane deskami. Pobocza torów również niekoszone. Pociąg pokonujący niektóre odcinki z zawrotną prędkością 20 km/h, zapewne wskutek jakości torów. Opóżnienie. Ale pociąg w Tunelu czekał jak za dawnych, studenckich czasów. Wysiadam na dworcu J., skąd mam się dostać do wsi Z. Gdzie jest samochód moich sióstr, a następnire do M. gdzie mama ma mieszkanie. Oczywiście nikt nie wie, że się wybieram w tamte strony. Więc prosto z dworca PKP idę na dworzec PKS i małe rozczarowanie. Ma być tam Biedronka jak się później dowiedziałem. Autobusy czasem jeszcze jeżdzą, ale tylko dalekobieżne. Więc idę całą Przypkowskiego, szukać przystanku MPK. Ale po czerwonych to już ani śladu. Ale już się mniej przejąłem, bo na Przypkowskiego doznałem pierwszego szoku. Jak tu ładnie, ślicznie, spokojnie, zielono, kolorowo. W rynku też pięknie. Dylemat brać taksówkę na 20 km, czy dzwonić po brata ciotecznego. Ten, wiadomo, czy umierający, czy ratujący w tym momecie plony przed ulewą, czy odbierający poród krowy, czy po piwie – wsiądzie w samochód i przyjedzie. Jak to w cywilizowanym kraju. Dzwonię do Francji. Podobno spod szpitala jeżdzą busy. Idę. Jeżdzą, ale nie w sobotę po południu. Staje i macham. Po chwili ktoś wyjeżdza ze szpitala, i, nadkładając drogi, zawozi mnie na miejsce, Jak to w cywilizowanym kraju. Zostaje nakarmiony i zawieziony na miejsce, gdzie od kilku lat jestem zameldowany, w miasteczku, w którym nie byłem od 20 lat. Rano idę do Lewiatana i szczena mi opada. Jak byłem 9 lat temu, żarcie było 4 razy tańsze niż we Francji. Więc zyło się oszczędnie, z myślą, że w Polsce się porządzi. A teraz wyżywienie kosztuje mnie wiecej w Polsce w Lewiatanach w 10- i 20- tysiecznym miasteczkach kieleckich niż w Paryżu w Simplym i Leader Preace. Cukier, masło, makarony, sosy, żólte sery, frytki droższe a mleko i kurczaki w tej samej cenie. Fakt, że wieprzowina i ziemniaki są tańsze. Ale nie ma możliwości kupienia paczki czegoś taniej. Nie ma tanich produktów jak np maszynki do golenia z jednym ostrzem. W Paryżu za euro kupuje 10, w Polsce za jakieś tlenki żelaza z dwoma ostrzami 2 zł. Nie wspominając o internecie i telefonach. W Ikei polskiej ceny o 10 % wyższe niż francuskiej. Jak ci ludzie żyją?
cdn