opdar blog

Notre Dame de Paris, plein soleil, harmonie bleue

Wpisy z okresu: 2.2009

Wpadlem na chwilke, akurat sie przekomarzaly.
-Ty jestes macocha, a ja Kopcuszek.
-Nie, ja Kopciuszek.
-Nie, ja!

Ubostwiam spokoj i powage z jakimi sie Julka sprzecza. Czasem tylko sie pojawia cien zdziwienia jak to, przeciez ja jestem Kopciuszek. I Ubostwiam sposob w jaki mowi Kopciuszek.
Najpierw zazartowalem, ze ja przynajmniej nie mam konkurencji i wiadomo, ze jestem ksieciem. Wzialem Julie na bal, tzn. na ramiona i potanczylismy troche. Byla prawie tak szczesliwa jak kiedy przyszedlem po nia do szkoly i mogla wszystkim dzieciom chwalic sie tata.
Potem zazartowalem, ze nie ma pontofelkow. Edyta potwierdzila, ze nie, ze myslala je kupic, ale…
Z rozmowy Julia, wychwycila slowo kupic. I potem juz tylko slyszalem Nie mam buta, Nie ma pantofelka. I gest wskazujacy. Najfajniejsze, ze zrobila sobie sieste i rozbudzajac sie to powtarzala.
Na szczescie, szybko uwierzyla, ze sklepy sa juz zamkniete. Ale nastepnego dnia, po szkole, natychmiast- po pantofelki.
Francuski utrzymuje swoja przewage.
Daje mi ciastka. Mowie, ze nie lubie, ona Je l’aime.
- Ja nie lubie
- Je l’aime c’est „lubie”?

Kryzys

2 komentarzy

Na forach graczy gieldowych ciagle trwa wymiana argumentow miedzy zwolennikami wzrostow, a przekonanymi o spadkach. Ci, ktorzy potrafia dobrze swe tezy uargumentowac, ktorzy nie pisza, zeby prowokowac, sa dla mnie wiekszymi autorytetami niz noblisci z ekonomii, geniusze teorii, ktorzy potrafia przewidziec co moze byc za 50 lat, ale nie co za rok. Tym bardziej finansisci ktorzy ciagle pisza co im pasuje. I gdy w zimie 2002/2003 czytalem te inteligentne komentarze, dochodzilem do przekonania o nieuchronnosci olbrzymiego kryzysu, olbrzymiego bezrobocia, zaniku produkcji. Miedzy innymi dlatego nie zmienilem pracy, uznajac ze pilnowanie bogatych staruszek jest rzecza najbezpieczniejsza w takim kryzysie. Niestety, Amerykanie kontynuowali produkcje, ktora rozdawali na kredyt czyli za darmo, zarabiali na papierze pieniadza, ktore spowodowaly wzrost indeksow i przekonanie, ze jest dobrze. Oj, kosztowalo mnie to kosztowalo, gdy w lipcu 2003 lamali opory.I teraz mam wrazenie, ze wracamy do kryzysu, odsunietego w czasie przez durna polityke kredytow. Sarkozzy nazwal go najwiekszym od stu lat. Jednak jak sie slucha ekonomistow i politykow, to mozna odniesc wrazenie, ze problem zostal zazegnany. Ale ciekawa sprawa, miesiac temu przekonany o spadkach, chcialem kupic pare warrantow pull na CAC40, wowczas chodzacy powyzej 3000. Jak rzucilem pare tanich na symulatory, to okazalo sie, ze aktualne ceny warrantow, zwracaja sie przy 2500. Czyli wszyscy przekonani, ze indeks paryski spadnie duzo ponizej tego poziomu, a tylko sie czaruja w radiu i telewizji, zeby jak najlepiej sprzedac. Na blogach, tez optymizm. Wiekszosc uniknela ostatnich zwolnien i jest heppy. Ja jestem czarnowidzem. Zwolnieni przestana kupowac, konsumpcja sie zmniejszy, potem produkcja, potem znowu sie zmniejszy zatrudnienie i taka spirala. Ale jest ok. Wszyscy walcza z kryzysem. Tylko mi to przypomina zaganianie powodzi z powrotem do rzeki, powodzi, ktora przerwala tamy. Dla mnie to tylko marnotrawienie pieniedzy, ktore moga byc potrzebne kiedys.
Mieszkam we Francji i z powodu gry na gieldzie slucham radia ekonomicznego BFM, to glowa boli. Najpierw mowia o powszechnym zadluzeniu, a potem ze danie pieniedzy (500 USD w stanach na glowe) ozywi konsumpcje. He, he caly czas walkuja, ze oszczedzanie teraz jest niemoralne.Mysle przeciwnie, ze trzeba oszczedzac poki mozna, bo kryzys bedzie wielki. I skoro mamy nadprodukcje, to nie ma sily zeby pobudzic ludzi do konsupcji. Przez lata wierzyli reklamom, ze musza miec nowy samochod, nowy telewizor wiec nakupili na zapas.
Jak sobie probuje wyobrazic dno kryzysu, to mysle o tle filmu Cinderella Man (Crowe gra boksera, Bradocka). Ciekawe , ze nikt nie mowi o oddluzeniu. Ja przynajmniej we Francji nie slyszalem. A przeciez w starozytnosci dochodzilo wiele razy do takiego rozwiazania. Niby to niemoralne, nieuczciwe wobec tych, ktorzy nie maja dlugow… ale nie bardziej niz pomoc dla bankow.
Raz tylko ktos madrze powiedzial, ze najlepszym sposem walki jest czekanie na uzywienie w USA i NIemczech, bo wtedy sie wszedzie polepszy. Ech, mam nadzieje, ze jak w 2003 roku sie myle, ale na wszelki wypadek postepuje niemoralnie, pracuje ile moge i oszczedzam ile moge.


Wpadlem wczoraj na chwilke do domu. Julka chciala ogladac Kopciuszka z netu. Wiec jako dobry ojciec  prosze Edyta, zeby jej puscila.  Edyta sie  przekomarza,  odmawia.  Wiec pcham  ja w strone komputera, wolajac Kopciuszka, Kopciuszka.  Edyta wzywa na pomoc Julke, ktora zawsze w takiej sytuacji ratuje mame. Tym razem lapie mala poduszke i zaczyne nia okladac… Edyte.
Potem Edyta opowiadala, ze jakis chlopiec broil na ulicy. Julia go zmierzyla i niczym nauczycielka zagrzmiala na pol dzielnicy Arrete faire le bruit;

Prawie geniusz

Brak komentarzy

Poniewaz, co wakacje bawie sie w tradera, podtrzymuje konto gieldowe na efiksie. Zeby nie placic 15 funtow co miesiac, co miesiac dokonuje jednej transakcji. Po grudniowej zostalo na koncie 16,7 euro co nie wystarczalo. Martwilem sie ze bede musial dokonac przelewu, ale w czwartek po poludniu, 15 stycznia, otworzylem stronke, kliknalem i okazalo sie ze po spadkach kwota ta wystarcza jako depozyt dla kontraktu na CAC40. Dokonalem kilku czy kilkunastu trancakcji i po 2 godzinach mialem 69.
Bylem heppy bo korzystalem z komputera z linuxem, gdzie nie dalo sie zainstalowac platformy. Korzystalem wiec ze stronki efixa, nie mogac skladac zlecen z limitem, ani ogladac wykresow.
W piatek zrobilem powtorke i tydzien zakonczylem majac na koncie ponad 250. W poniedzialek po pracy od 17 znow gralem, szybko dorobilem sie 500 i wtedy pojawil sie pierwszy problem. Zamknalem dluga pozycje  na DJ  ale ona  nie znikla.  Wiec  otwieralem pozycje przeciwne na innych rynkach i szlo wszystko dobrze az doszedlem do 500. Po 22 zresetowalem komputer i okazalo sie ze pozycja na DJ zostala zamknieta o 16-tej, czyli widzialem fatamorgane. Za  to trzy krotkie futy, ktore niby ja neutralizowaly zostaly. Rano, wskutek strat  na nich mialem juz tylko 300. Co wiecej wychodzac do pracy, mimo, ze bylem pewny spadku, musialem dwa zamknac, bo byly za duze. Mimo to w piatek teoretycznie mialem 1000 euro. Niestety, jak mialem 1000, nie moglem zamknac, no nie  mialem dostepu do netu.
Nie wiem co jest, ale gdy tak sie wczywam w gielde i mam takie wyniki, 3 na 4 razy pojawialy sie destabilizujace problemy z ksiegowaniem transakcji. To straszne kiedy jest sie w natchnieniu nie wiedziec, na czym sie stoi, jakie ma sie pozycje. W zwiazku z tym powaznie podejrzewam, ze platformy netowe nie realizuja zlecen, tylko tworza fikcyjna ksiegowosc dla klientow. W koncu po co traktowac te zlecenia powaznie. Wadomo i tak, ze prawie wszyscy gracze futures koncza bankructwami,
W zeszlym tygodniu zajety innymi sprawami zostawilem te pozycje i topnialy az zostalo 39.1 Czyli w pol miesiaca zarobilem 134 %. Mimo to mysle ciagle, ze gdybym zamknal te pozycje, co chcialem i probowalem zrobic, zarobilbym w 6 dni- sesji 5888 %, czyli 1000euro  z 17. I to nie byla kwestia szczescia, jednej dobrej transakcji. Bylo ich ok. 200.
Ciagle mnie kusi sprobowac zyc z gieldy, ale gra na dlugi termin zawsze sie konczy stratami. Jedyne co zawsze wychodzi to intra, ale to wymaga czasu i koncentracji, czyli rzucenia roboty, ktora daje pewne pieniadze. A bilans 16 prawie letniej znajomosci z gielda jest bardzo ujemny.

Dalej ciagne dwie prace, prawie nie bywam w domu. W koncu wpadlem, otworzylem drzwi, a to male kochane usmiechnelo sie najszczerzej, powiedzialo czesc tatus, podeszlo, objelo za uda. Potem caly czas grala ze mna balonem (jak balon wpadal w okolice kuchenki, to oboje z jednakowym gestem patrzylismy na Edyte – glowa wcisnieta w ramiona, pochylona, zacisniete usta, rozwarte oczy, pelne niepewnosci). Jak ogladala bajke, to tatus sluzyl za poduszke. Znosila z przyjemnoscia sadyzm ojca. Nadstawiala pupe do bicia i do strzelania gumka od majtek. Potem z radoscia udawala niezadowolenia. (Chyba popelnilismy jakis blad tworzac koncepcje wychowania). W koncu zaczela pluc. Poniewaz robi to z zacisnietymi zebami, efekt jest nijaki, ale Edyta walczy z tym prewencyjnie. Udzielilem jej wsparcia, chwytajac Julie i laskotajac po stopach az do 5-tego stopnia krzyku. Po czym spytalem Bedziesz jeszcze? Byla. Wiec nowa porcja tortur.  I tak z 5 razy jeszcze. W koncu uslyszalem Ty male mechant.
Przyjmuje tez inne zwroty.  Desolé jest naturalne. Ale Ooooooo, c’est bon kiedy degustuje, brzmi sztucznie, jakby kopiowala.
Jadac rosol, stwierdzila ze makaron ma ksztal papillon, wiec przelykajac mruczala: desolé papillon.
Edyta opowiadala ze w szkole sie wstydzi bo Julia sie wszedzie wciska. Nauczucielka prosi dwoch Murzynkow o usmiech a ta sie wciska miedzy nich i usmiecha.
Ktos szuka torby syna, a Julia juz frunie i krzyczy Ici. Pytam sie Co w tym dziwnego. Ja bylem taki sam. Zalamala sie.
Swoja droga widze ze dzieci maja po nas wiecej niz myslalem.


  • RSS