opdar blog

Notre Dame de Paris, plein soleil, harmonie bleue

Wpisy z okresu: 12.2003

Inna praca

Brak komentarzy

Drugiego stycznia o 17:16:31 konczy mi sie 90 dniowy bilet to kafejki. Przy okazji mi sie przypomina ze gdy go kupowalem 4 pazdziernika o 17:16:31, polozylem na automacie karte Orange, z swiezo kupionym, jeszcze bez wpisanego numeru, biletem miesiecznym za 50 €. I widzialem ze widzial to ochroniarz. Po chwili zaczalem wprowadzac kod do kompa i przypomnialem sobie o bilecie. Na moj widok, czarny goryl uciekl do WC, wyszedl po 5 min, mowie…, on mi kazanie ze trzeba uwazac itd, ze nic nie wie. Machnalem juz prawie reka, ale sobie przypomnialem, ze mialem tam schowane prawo jazdy, niewidoczne, to nowe male, schowane za karte. Mowie mu. Wiec pokazuje mi inna, zostawiona karte. Mowie ze to nie ta i pokazuje gdzie mialem wlozone prawo jazdy. Nie, nie widzial takiego. Mowie ze chce chce zobaczyc na obrazie z kamery kto to wzial. Zatkalo go. Powiedzial po chwili, ze poszuka, zebym zaczekal. Wrocilem do kompa, siedze dwie minuty, on nic nie robi wiec poszedlem i stanalem obok. Maja biuro jak bufet, pogrzebal chwile w koncu i oddal mi. Probowal mi palnac kazanie o uwazaniu i mowic, ze musial sprawdzic, ale powiedzialem, ze rozumiem wszystko i poszedlem. Czazne zlodziejskie nasienie. Ale bilet teraz sie konczy i zamierzam sobie zrobic przerwe od tej rasistowskiej kafejki. Bede tylko raz w tygodniu chodzil do innej z dyskietka lub laptopem, umieszczal notki blogu i wysylal maile napisane wczesniej, na notebuku i kopiowal otrzymane. Teraz jestem zajety kopiowaniem stron poswieconych -zabytkom Paryza (polecam wstepnie http://www.parisbalades.com/default.htm -sztuce sredniowiecznej (http://architecture.relig.free.fr/) http://www.structurae.info/fr/ -historiografii starozytnej i sredniowiecznej po francusku http://www.weblettres.net/languesanc/?page=traductionsg lacinie http://www.intratext.com/LAT/ -dzielom literatury polskiej http://www.pbi.edu.pl/lista.php Nakopiowalem ze mam czytania na kilka miesiecy. Choc jak znam siebie to i tak pewnie, jesli nie znajde pracy na dzien to kupie nastepny bilet. Przez ta prace u staruszki nie mam zapalu do nowej pracy. Rozleniwilem sie. Jakos mi sie teraz wydaje zimno. Nie ma to jak miec dlugi i zadnej pracy. Wtedy kazda sie podoba. Wiosna 94r roku zarobilem podczas krachu na gieldzie. Dumny z siebie nakupilem na kredyt WBK, liczac na wzrost pod dywidende w formie akcji, a w listopadzie na gwalt szukalem pracy, zeby doplacac bankowi, ktory chcial mi sprzedac wszystko i zostawic mnie bez grosza. Przez trzy tygodnie szukalem bezskutzcznie jakiejkolwiek 17 listopada przeczytalem ogloszenie w „Dzienniku Polskim” w dziale praca „do kasy i komputera”. Ciekawe, ze jako historyk, nie z interpretowalem tego tekstu. Przeciez ze to nie byla zwiezlosc, tylko sknerstwo. Zadzwonilem. Jacek R. kazal mi przyjsc. Wieczorem maz Ireny mi tlumaczyl jak sie uruchamia komuter i takie podstawowe rzeczy, bo na informatyce sie nauczylem tylko edytora tekstu. Poszedlem. Hurtowa Spredaz Artykolow Spozywczych, Miesa i Wedlin. Wypisywanie faktur. 1.8 zl/na godzine na czarno. Niestety mialem konkurencje. I to przez swoja uczciwosc. Bo od reki zapamietalem 150 kodow komputerowych, a gosc tylko 20. Tylko jak mialem watpliwosci, wolalem sie mylic na niekorzysc klientow, bo wiedzialem ze sie upomna. I sie upominali. Za to gosc wolal sie mylic w druga strone i uchodzil za bezblednego w oczach wlasciciela. Z kolei kierownik wiedzial o co chodzi, ale byl pokorny wobec wlasciciela. W koncu nas zatrudnili na pol-etatu, co drugi dzien. Ale poniewaz potrzebowalem kasu, powiedzialem ze bede pracowal fizycznie w dni, kiedy konkurent jest na kompie. Prace Pracowalismy w metalowum baraku, jakies 8m na 16m, bez okien. Prawie polowa to byla chlodnia. Posrodku drewniiano-oszklone biuro 3m na 3m. Wczesniej byl tam magazyn kwasow, podloga byla wylozona takimi kwasoodpornymi sliskimi plytkami. Na nich czesciowo byly drewniane kratki, ale lejaca sie krew i mroz powodowaly ze bylo slisko. Od piatej do 9 rano to byla najciezsza praca fizyczna o jakiej slyszalem. W hurtowni normalnie bylo kilka ton towaru z poprzedniego dnia. Do tego rano przychodzilo ok 10 ton wedlin. W poniedzialki, srody i piatki wiecej, w pozostale dni mniej. Wypelnialo to barak do ostatniego miejsca. Towar rozladowywalismy czesto tak, ze nioslem pojemnik szynki przeciskajac sie miedzy innymi pojemnikami, a przede mna dwoch klientow grzebalo w tym pojemniku jeden przed drugim wybierajac co ladniejsze szynki. Wszystko odbywalo sie w szalonym pospiechu. Klienci chcieli jak najszybciej byc obsluzeni i kazdy chcial poprzebierac towar przed innymi. Hurtownia obslugiwala sklepy w rynku i w obrebie Plant. Wjazd byl tam tylko do 9-tej. Wiec nalezalo rozladowac towar z jednych samochodow, przygotowac i zaladowac na inne przed 9. Od razu na wszystkie, bo nawet te spoza rynku byly robione jednym kursem z powodu paliwa i korkow. Kiedy wszyscy w Polsce poslugiwali sie lekkimi, plastikowymi pojemnikami, my uzywalismy ciezkich metalowych, poobrywanymi uszami. Zawsze ich brakowalo wiec naladowane byly maksymalnie, ciezkie. Zdarzyl mi sie pojemnik z watroba ktory wazyl ponad 60kg. Ale to byl rekord. Ale i tak sie trzebabylo nadzwigac, naprzerzucac, bo przewaznie dostawca chcial swoje pojemniki z powrotem. Poza tym o ile plastikowe wazyly 2.2 kg, to metalowe od 3.5 do 6.6. Sprawdzajac kierowcow przy wazeniu nalezalo wiec wszystko przerzucic. Lzej bylo przy wadze. Choc stamtad mam piekne wspomnienia. Zimy 94/95 i 95/96 byly bardzo zimne raz bylo nawet -30. Najcieplej bylo wtedy w chlodnii. I wtedy bylo piekna sprawa byc przy wadze, kiedy klient mowil „5 kg watrobki drobiowej”. Watrobka byla we krwi i wodzie. Trzeba bylo zdjac rekawiczki i nalozyc golymi rekami. Przy takim mrozie… Brrrrrrrr. Wiele razy sobie postanawialem, ze zrobie to co mi kazali, a potem rzuce ta robote. Tylko ze jak juz zrobilem to… Po tych 3-4 godzinach szalenstwa, samochody odjezdzaly, a my mielismy chwile oddechu. Akurat wtedy kiedy stalismy go lapiac i scierajac pot, wchodzil do hurtownii szef (to straszne ze po wodce boli glowa) „nie macie roboty? ty, ty i ty do domu”. Pracowal jego kolega ze studiow. „Jarek, ty mnie wysylasz do domu za kare czy w nagrode?”. Ja po tych trzech godzinach nie bylem w stanie nic w akademiku zrobic. Nawet czytac ksiazki. Wolalem juz nabijac godziny w hurtowni, choc to z kolei bylo ciezkie psychicznie przy wlascicielu. Raz tylko mnie on zdziwil. Kiedy w ten najwiekszy mroz, widzac nas tupiacych w chlodni, rzucil do kierownika „Tadek bo oni zamarzna…”. Zdziwienie trwalo ok 1 sekundy. „…znajdzzesz im jakas robote”.

Rzetelnosc

Brak komentarzy

Wstyd mi bylo za naszych strazakow w piatek wieczorem. Tf1 mowiac o trzesieniu ziemi w Iranie, wymienila kilka krajow, wsrod oczywiscie Francje, ktore pospieszyly Iranczykom z pomoca. Ku mojemu zdziwieniu naszych tam nie bylo. Na necie w sobote przeczytalem, ze jednak ruszylis”my” z pomoca. Wiec wczoraj od 20-tej waruje przy telewizorze i czekam na slowo Polska lub Polacy. Tematem dnia jest to ze Francja udzielila pomocy „immediatement” – bezzwlocznie. Nad swoja szlachetnoscia zachwycaja sie po kolei francuscy dziennikarze, politycy, urzednicy, sapeurs-pompiers (czyli strazacy) i zwykli Francuzi. W koncu jest patetyczny widok samolotu w ktorym 50 bohaterow wzbija sie w powietrze, lecac ku slawie. Potem cos powiedzieli o samym trzesieniu i znowu wrocili do walkowania tematu pomocy miedzynarodowej. Pomaga 20 krajow i tu wymienili kilka m.in Bulgarie, jakichs zoltkow, USA. Niektorzy przyjechali z psami i jakis przyklad. Potem nastapil majstersztyk dziennikarski. Cztery kraje przyslaly sprzet do poszukiwania zywych pod gruzami. Wymieniaja trzy i „Francja… nie wyslala bo… ” Nie uslyszalem slow na ktore czekalem. Chyba naszych tam nie ma. Zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego jak juz pokazywali ta pomoca na miejscu w Iranie, to pokazywali goscili z napiszem na plecach : STRAZ, i legitymujacych sie identycznymi paszportami jak moj. Czyzby tylko oni tam byli na miejscu?

Swieta

Brak komentarzy

Bardzo lubie atmosfere swiateczna, wszystko co jest zwiazane z wietami. Choc oczywiscie musi byc jakie „ale”. I jest. Nie lubie zyczen. Ani otrzymywac, ani skladac. Jesli mozna jakos komus pomoc, to lepiej mu pomoc zamiast „mielic ozorem”. A jakos tak sie przyjelo, ze kiedy ktos potrzebuje pomocy, ludzie mu pomagaja zyczac dobrze, dajac dobre rady (np. „wiecej staran, wiecej wytrwalosci”). I zawsze mnie denerwowal widok osob, zyczacych wszystkiego dobrego, ktorzy na codzien darza cie jakas chorobliwa zawiscia, nienawiscia. Mam takiego brata ciotecznego.:) Najbardziej, ze wszystkich zyczen zastanawia mnie „spelnienia marzen”. Pamietam film o Maradonie, kiedy pytaja go, jako, okolo dwunastolatka, o czym marzy. Powiedzial, ze zagrac w finale mistrzostw swiata i cos tam jeszcze – nie pamietam. Ale fakt, ze majac ponad dwadziescia lat spelnil wszystkie swoje marzenia i zostalo mu tylko cpanie. Moze mieli racje „Skaldowie” jak spiewali, ze nie o to chodzi by zlapac kroliczka…”. Poza tym czesto mamy zle marzenia. Pragniemy czegos co potem okazuje sie szkodliwe, nieprzyjemne, nieprzemyslane. Jak w dowcipie o Babie Jadze, kochajacej przez lata swojego kota. W koncu ktos sie pojawia i na jej zyczenie zmienia kota w wspanialego ksiecia. Pierwsze slowa ksiecia: „I dobrze ci tak! Zapomnialas, ze dwa tygodnie temu kazalas mnie wykastrowac?” Ale niektorzy mimo to lubia otrzymywac zyczenia. Wiec zycze im zeby dobrze w zyciu wybierali. Ze jesli wydaje im sie ze cos zrobili zle, nie zalowali tego, nie rozpamietywali, lecz wyciagali wnioski i korzystali z nich w przyszlosci. Skoro wszytsko ma dwie strony, zeby umieli dostrzegac ta dobra i sie z niej cieszyc. Zeby sie nie bali probowac. Sobie zycze zeby Onka i Anita nie ukaraly mnie za wykorzystanie fragmentow maili do nich, a Daria rozmowy z nia na gg. Wesolych swiat.

13 listopada

Brak komentarzy

Znalazlem w komputerze notke, ktorej zapomnialem umiescic:) Wczoraj ogladalem « Je hais les enfants », fr. film Lorenzo Gabriele z 2002, z Stephane Freiss, Carole Richert, Clemence Lassalas, Thomas Doucet. Na Arte dzisiaj druga czesc „1900”, wloskiego filmu Bertolucciego z 1976, z De Niro, Depardieu (Alfredo i Olmo), Dominique Sanda, Sutherland, Laura Betti. W „Metrze” Pisza o zakończeniu procesu Elfa. Były szef, Loik Floch-Prigent dostal 5 lat paki i 375 tys € grzywny, jego prawa reka Alfred Sirven tez piec pudla i 2 miliony grzywny, dyrektor czesci afrykańskiej, Andree Tarallo cztery lata paki i 1 mln € grzywny. Poza tym Denevue zrezygnowala z funkcji ambasadora dobrej woli UNESCO na znak protestu przeciw nominowaniu tez na ta funkcje ambasadora Angoli, gdzie zamordowano francuskiego dziennikarza Pierre Falcone, rozpracowujacego tam nielegalny handel bronia- nie jestem tu pewien swojego tlumaczenia. W dzienniku tf1 o 20-tej duzo mowili o zabitych karabinerach wlskich. Powiedzieli, ze druzyna narodowa zachowala minute ciszy ku ich pamieci, ze grala z czarnymi opaskami, ale ani slowa z kim grali i co robila w tym czasie druzyna przeciwna. Wogole nie przypominam sobie żebym w dzienniku na jedynce za 10 miesiecy usłyszał slowo Polska. Chyba nawet o polskiej strefie słyszałem tylko na trojce i Arte. Ten ostatni kanal jest niemiecko-francuski. I tu jest wiecej programow o Polsce. Jeden z odcinkow Najemnikow historii nosil tytul „Polacy w Wehrmachcie”. Myślałem, ze to będzie prowokacja, ale nie. Bohaterowie filmu zostali przedstawieni nie jako żołdacy, ale jako ofiary, nieszczęśnicy. Najpierw cierpieli muszac walczyc w szeregach wrogach, znosili prześladowania np. z powodu nieznajomości jezyka, a potem jako zdrajcy, nie mogli po wojnie mieszkac w swoim kraju. Wogole te niemieckie programy wydaja się bardziej obiektywne niż francuskie. Przed referendum był program o Polsce. Uśmiałem się jak uslyszalem glos goscia, Geremka. Przypomnialo mi się „Polskie zoo”. Najpierw mowili o katolicyzmie, duzo w kontekście wizyty we Władysławowie tego holenderskiego statku. I to tez kiedys już mnie zdziwilo bo nie traktuja nas jako otumanionych przez kler baranow, lecz oczekuja ze wniesiemy pewne wartości, których w laicyzującym się społeczeństwie zaczyna odczywac się brak. Potem o rolnictwie. Zgodnie z metoda po prosto pozwolili mowic rolnikom i niedostrzeglem tendencyjności. Podobalo mi się, jak jeden zapytany czy boi się konkurencji w Unii, powiedział, ze boi się, ze nie wszyscy tam będą traktowani jednakowo. Szkoda, ze nie powiedzieli, ze nasi rolnicy produkuja taniej tylko, ze nie maja dotacji. Potem mowili o armii, wypowiadal się jakis gen. czy plk. amerykanski z NATO i wniosek jeden: jesteśmy potega militarna. W zakończeniu zapytany o przygotowanie do wejścia do Unii Geremek powiedział, ze jesteśmy przygotowanii pod każdym względem (tzn. on wymienil duzo przymiotnikow, w tym ekonomicznie) tylko nie mentalnie. Ogladalem tez piekny program o Mazurach, które jawily się jako oaza spokoju i o okolicach Szczecina. Na ten składały się wypowiedzi repatriantow zza Buga, przewaznie żydów polskich. I tez oglądałem początek programu dokumentalnego o ucieczce z Sobiboru. Ale tez nic nie sugerowalo, ze Polacy to antysemici. Na tym kanale leca tez filmy fabularne z roznych krajow z oryginalna sciezka dzwiekowa i teletekstem. Bo normalnie wszedzie dubbing. I widziałem tu polski film o dróżniczce z Aniolowa, nie pamiętam tytulu.

Star Accademy

Brak komentarzy

Wczoraj znow nie moglem wejsc na blog, wiec zaczynam od tego co chcialem napisac. Mam zamiar zrobic sobie tu pamietnik ze zwiedzania Paryza. Poniewaz jest zimno i brzydko to nie mozna robic ladnych zdjec w plenerze. Postanowilem wiec zaczac od kosciolow. Obejrzalem pobliskie koscioly, Saint-Germain-des-Pres, Saint-Germain-l’Auxerois, sw. Seweryna, sw. Eustachego i katedre, zaczalem czytac i wychodzilo caly czas, ze bez znajomosci bazyliki Saint-Denis ciezko cos zrozumiec. Wiec wczoraj prosto z pracy pojechalem trzynastka na drugi koniec Paryza. przejechanie z portu de Vanves do bazyliki metrem w sobote rano zajmuje 35 min. W porownaniu z wczesniej wymienionymi kosciolami bazylika nie jawi sie jako jakis szczegolny cud, ale na pewno jest arcydzielem. Jako pierwszy i dosc „czysty” przyklad pelnego gotyku, ulatwia patrzenie i rozumienie innych. Bo np Saint-Germain-des-Pres bylo caly czas rozbudowywane i ciezka komus kto nie zajmowal sie architektura powiedziec co jest elementem jakiego stylu. W Saint Denis to latwiejsze. Wracajac wszedlem do ksiegarni na rue de Rivoli, za Luwrem, kolo sklepu klubowego Paris-Saint-Germain i zobaczylem mnostwo slicznych ksiazek-albumow o sztuce za 15-30 euro. Chyba poszukam pracy na dzien. Wieczorem na tf1 byl final „Star Accademy”; w Polsce to sie chyba Idol nazywa. Rozgrywka miedzi Elodie i Polakiem Michalem. Nie stawialbym za Michala, bo wedlug mnie mial glos jakby konczyl mutacje i zachowywal sie sztuczniej niz inni. Ale siostra mowila, ze jest dobry i swietnie gra na pianinie. Wczesniej ogladalem tylko fragmenty. Chyba mogl wygrac. Bo facet i panienki na niego glosowaly, zreszta znajoma, ktora to czesciej ogladala, napisala, ze byla za nim bo: „1/ Polak 2/ Spiewa lepiej niz Elodie 3/ Jako jedyny w tym programie wiedzial po co tam poszedl i wytrwale dazyl do celu 4/ Jest prawdziwym muzykiem a Elodie „ja nie umie, nie dam rady, naprawde myslisz ze jestem ladna ? chyba sie poplacze..” – 100% blondynka” Ale wczorajszy final to straszna manipulacja i to antypolska. Elodie byla przedstawiana jako spiewajaca mila dziewczynka posiadajaca tlumy wielbicieli, a Michal jako Polak popierany przez troche dzieci w Instytucie Polskim. To nieustanne przypominanie, ze to Polak, przypominalo krucjate, apelowania do Francuzow: nie pozwolcie przybledzie wygrac. Poza tym piosenki byly dobrane starsznie. Elodie spiewala z Eltonem Johnem przyjemna nastrojowa piosenke, a Michalowi dobrali taka, ze mozna bylo podejrzewac, ze Elton tez nie umie spiewac. Byl jeden akcent przekomiczny. Zaprosili babcie Michala i ja pozdrowili. A ona wstala i zaczela wyglaszac przemowienie niczym Brezniew. Prawie sie poplakala apelujac o wspomozenie biednego wspanialego Michalka. Prowadzacy nie wiedzial co zrobic w koncu poprosil Michala o przetlumaczenie; ten to zrobil bardzo krotko i w tym czasie chyba babci zabrali mikrofon, bo nagle glos ucichl. Mimo poczatkowej przewagi, i przez wiekszosc programu stanu zblizonego do rownowagi ze wskazaniem na niego, mimo ze publicznosc krzyczala dwa razy glosniej za nim, kiedy prowadzacy nawolywal do glosowania na nich, ostatecznie przegral 48.9:51.1%.

Rasizm

Brak komentarzy

Nie rozumiem dlaczego czarny moze byc rasista, a bialy nie. Mnostwo Murzynow nienawidzi bialych, natomiast dyskryminacje rasowa przedstawia sie zawsze jako krzywde czarnych. Obsluga kafejek internetowych, ich ochrona to przewaznie czarni. Administrator tez jest czarnuchem. Gadu-gadu mi zainstalowal po 1.5 miesiaca; lacznosc z biurem maklerskim byla przedmiotem rozmow od 23 czerwca tzn. odkad kupilem pierwszy bilet w tej kafejce. Maja tu jakies durne blokady, ktore uniemozliwiaja korzystanie z wszystkiego z rozszerzeniem „.exe”, chyba ze po zainstalowaniu przez administratora. Z wyjatkiem jednego, przemilego, wyjatkowego, kompetentnego pracownika zmiany przedpoludniowej nikt nic nigdy nie potrafi pomoc. Kiedys mi wylaczyli po chamsku komputer. Ktos zostawil wlaczony jedyny komputer, na ktorym bylo zainstalowane gg, zreszta specjalnie dla mnie. Nie wiedzialem czy wroci wiec nie zmienilem kodu na swoj tylko na wszelki wypadek wlaczylem obok swoj kod i pracowalem. Kazali mi wylaczyc, wylaczylem swoj. Spytali mnie czy pracuje na swoim kodzie, powiedzialem ze nie i ze musze skonczyc, co zajmie mi dwadziescia minut. Wylaczyli mi w centrali; stracilem dwie godziny pracy. W innych przypadkach patrza przez palce. Oprocz tego, innym razem potrzebowalem skopiowac cos na dyskietke i czarnuchy powiedzialy, ze to niemozliwe, choc widzialem ze to robia bez problemu innym czarnuchom i ladnym panienkom. Zazadalem wtedy rozmowy z dyrektorem, wygarniajac im wszystko, ale potknalem sie na swoim francuskim wiec mnie wysmiali. Wczoraj wychodzac z wc, zobaczylem ze czarnuch, ktory mi odmowil kopiuje cos panienkom. Jak na mnie popatrzyl pokazalem mu cos podobnego do angielskiego „mam cie gdzies”, ale szybko i niekompletnie, zeby moc sie wyprzec. Przylecial z ochroniarzem i probowal mnie sprowokowac do bojki. Powiedzialem „przepraszam”, ochroniarz mu powiedzial zeby odszedl; odszedl krzyczac ze czeka na zewnatrz (klamczuch). Po chwili mi wylaczyl komputer. Dopiero teraz ten przemily, czarnoskory pracownik reaktywowal mi bilet. Chyba dziecinnieje. Jeszcze w epoce mojego biznesmenstwa jechalem z pracownikiem samochodem, i jak sie zatrzymalismy dopadl mnie jakis facet wyzywajac od ch… Spytalem o co chodzi?; ochlapalem go; przeprosilem; poszedl. Pracownik rzekl z wyzszoscia, ze on by sobie nie pozwolil tak powiedziec, a ja bylem przekonany ze nie warto tracic czasu na takie glupoty. Ale teraz naprawde mam ochote obic czarnucha po pysku tylko nie wiem jak to zrobic, zeby nie miec problemow. Daria, Monika, albo ktos kto jest we Francji pomocy…

Komputer

Brak komentarzy

Jakies 10 dni temu, w czwartek rano, szedlem z pracy do domu. Niebo bylo blekitne, wiec zjadlem sniadanie, zalozylem tenisowki, wzialem aparat. Plan byl nastepujacy: potwierdzic zaproszenie w rozmowie na gg, kupic bilet do Polski w punkcie Baudarta w okolicach Gare du Nord, pojechac na Sacre Couer porobic zdjecia. Wszystko poszlo z planem, tylko ze pogoda byla tragiczna, zamiast zdjec Paryza z gory, zrobilem zdjecia mgly, a jak fotografowowalem wnetrze bazyliki, to przed oczyma tkwila tabliczka „zakaz fotografowania” i mysl, ze za kare na pewno zachoruje. Zachorowalem i przez nastepny dzien czulem sie jak maz ktory wraca spozniony po imprezie i zastanawia sie co powie zonie. Na poczatku tygodnia obiecalem Edycie dbac o zdrowie a tu… Ale poswiecilem sie, wzialem jakies witaminy, spalem w golfie i w niedziele rano bylo ok. Odjazd autokaru byl o 10:50 z okolic Concordu; ja zgodnie ze zwyczajem zaczalem sie pakowac o 10:05. Zdazylem, zapomnialem tylko 80 €, zostawionych w kurtce. Uklad byl taki ze w zamian za to ze siostra mnie zastapi, wyludze od Francuzow zwrot watu za jej komputer(250€), podobnie zreszta jak dla siebie za aparat fotograficzny (85€). Chodzi o to, ze jesli sie kupi za granica cos i wjezdzajac do Polski uzyska na fakturze potwierdzenie wywiezienia tego z UE, to po przekazaniu tego do sklepu zwracaja czesc podatku. Jednak trzeba uwazac, zeby z kolei nasi celnicy nie naliczyli polskiego podatku. W czerwcu poszlo bez problemu z pierwszym. Niestety kiedy wychodzilel od celnika niemieckiego przyczepili sie nasi. A co pan tam ma? Dowiedzialem sie, ze wolno wywiezc z UE towary bez placenia watu do 175 € i ze poniewaz mam za prawie 2400 i tego nie zglosilem, a przejechalem granice dostaje 400 zl mandatu i mam dwie mozliwosci: albo zaplace 22% polskiego watu, albo po anulowaniu pieczatek niemieckich wroce do Unii Europejskiej ze sprzetem. W toku negocjacji poprosilem o chwile przerwy, poszedlem do autokaru i powiedzialem zgodnie z prawda, ze mam problem i zalatwienie zajmie ok 30 minut. Kierowca oddal mi bagaz. Odjechali;( Wrocilem do celnikow, zaczalem sie targowac o mandat, odrzucili moje argumenty, ze przeciez sie przed nimi nie ukrywalem, twierdzac ze przejechalem granice nic im nie mowiac. Odpuscilem. Zgodzilem sie zaplacic wat za komputer, oni nic nie mowili o aparacie. Nie bede komentowal tego faktu, ale napisze ze wat naliczaja na granicy od ceny brutto, przeliczajac zlotowki, po 4.67. A ja zeby zaplacic musialem sprzedac € po 4.58. Poza tym zaplacilem za naliczenie jakiegos „sadu” 80 lub 100 zl. Zrobiono to w innym budynku. Tam przezylem kolejna chwile grozy. Kilka dni wczesniej siostra popatrzyla na faktury i stwierdzila, ze nigdzie nie jest napisane, ze to Sony fr315e, wiec nie ma sensu brac jej komputera. Wystarczy, ze wezme swoj: fr215c. Pasowalo mi to, bo nie majac tu mozliwosci podlaczenia go bezposrednio do netu, chcialem skorzystac z tego w Polsce. I to bylo niemile, bardzo niemile jak kazalem pani spisac model z faktury, a ta zaczela czytac fr315e. Poniewaz wczesniej sie dowiedzialem, ze to tylko poczatek formalnosci, ktore trzeba bedzie skonczyc w Urzedzie Celnym w glebi kraju, bojac sie tego co wyjdzie jesli sie okaze ze to inny komputer niz na fakturze, nie majac czasu pomyslec co mysle o siostrze, wyciagnalem szybko komputer i kazalem spisac z niego PCG fr215c. Nastepnie pobieglem po jakis nr do celnikow (wszystko z bagazami), wrocilem do kantoru bedacego jednoczesnie punktem naliczania SADu, zaplacilem ok 2000 zl, znowu do celnikow, wzialem mandat kredytowy, napisalem ze sie zglasze w ciagu trzech dni w Urzedzie Celnym w Koninie celem zakonczenia sprawy, cos jeszcze podpisalem i bylem wolny i biedny. Z ponad 700€ zostalo sie 260€ i obowiazek zaplacenia 400 zl. Po godzinie jakis autokar jadacy z Niemiec zgodzil sie mnie podrzucic do Konina. Spytany w Poznaniu kierowca: ile? powiedzial co laska. Dalem 10 € pytajac czy moze byc? Najpierw zabaczyl 10 i zbladl, dopiero potem € i sie bardzo ucieszyl. Dzieki temu zawiezli mnie do Konina choc sie okazalo, ze pasazerowie z Konina wysiedli w Poznaniu i nie musza jechac do Konina. Mili kierowcy. Jechalem z nimi w czerwcu z Paryza. Z malymi problemami spotkalem sie z Edyta. W czwartek sobie przypomnialem o Urzedzie Celnym. Dowiedzielismy sie ze jest na Makowej 5. Pojechalismy- okazalo sie ze przeniesiony dwa tygodnie temu. Nikt nie potrafil podac adresu tylko wszyscy mowili „kolo fabryki opakowan”. Wiec szukalismy bezskutecznie w dwoch miejscach. Nikt nie odbieral telefonu, ktorego nr dostalem pod 913. W koncu o 17 sie poddalem. W piatek zadzwonilem pod ten nr i dostalem adres: Modla Krolewska, Skandynawska 5 i pojechalem autobusem w miejsce gdzie to moglo byc wg ostatnich wskazowek. Wzialem taksowke i od 20-tu nie patrzylem gdzie jedziemy tylko na licznik z kwota do zaplacenia. Skonczylo sie przed budunkiem w szczerym polu na 42. Najpierw poszedlem do agencji Konin, gdzie przemile panie wziely 50 zl nie dajac zadnego pokwitowania. Ale pozatym byly przemile. Napisaly duzo papierkow, zniosly to ze nie znam swojego NIPu (ale pamietalem PESEL), pozwolily dzwonic ze swoich grzecznosciowych telefonow, nie zauwazyly roznicy 215c -315e, poradzily sobie z problemem, ze tworzacy przepisy nie przewidzieli sytuacji, ze przywozacy cos zza granicy moze przywiezc to czesciowo autokarem, czesciowo taksowka. Nastepnie poszedlem do wlasciwego Urzedu Celnego, gdzie dowiedzialem sie ze sprawa skonczy sie najwczesniej w poniedzialek i musze przyniesc komputer. Przy okazji ujawnil sie kolejny dowod braku wyobrazni tworzacych przepisy. Nie przewidzieli, ze do Urzedu Celnego moze przyjsc ktos bez dowodu tozsamosci z adresem. Prawo jazdy zostawilem w Paryzu, dowod osobisty u Darka w kieleckim. Ale argument, ze jest tu jedna przemila koninianka okazal sie wystarczajacym. Przeszlo. Dowiedzialem sie ze w poniedzialem bede pierwszy i najlepiej byc o 8 rano. Nikt z pracownikow nie wiedzial o zadnym autobusieW poniedzialek zlapalem o 7:15 „55″ i pojechalem na sam koniec linii na ulice Szpitalna. Tam sie zaczalem pytac o autobus do fabryki Kappa (najblizszy budynek UC) i gosc powiedzial mi, ze to trzy km i ze gdyby nie pogoda (straszny wiatr ze sniegiem) to mozna dojsc. Ja nie dojde??? Z czasu jaki mi to zajelo mysle ze bylo 6-7 km. Doszedlem, oczywiscie wraz z komputerem z torba i karta telewizyjna, na 9-ta. W nocy wykasowalem wszystko w komputerze sprzed fakturowej daty zakupu, zeby w razie czego „rznac glupa”, ze to sklep kombinowal, a nie ja. Troche chwil grozy przezylem, jak celnik spisujac nr kompa i widzac pomarszczana etykietke spytal watpiaco „czy to nowy komputer?”. Niektorzy mowiacy, ze jestem klamca sie uciesza, bo tak odpowiedzialem: „nowy”, ze nie bylo zadnych pytan:). Poniewaz euro w ciagu tygodnia podrozalo musialem jeszcze doplacic 38 zl i w koncu odebralem papierek o przewiezieniu komputera sony fr315 i zalatwieniu wszystkich formalnosci. Jeszcze tylko troche strachu na granicy i bylem w UE. Przepraszam: troche to ja cwaniakuje, bo balem sie jak diabli, choc nie wiem czy mialem czego. Zastanawia mnie jedno. Co by bylo, gdybym celnikom polskim powiedzial, ze to nie ten komputer, ze ten komputer jest przywieziony z Polski i do Polski wraca. Po zwrocie francuskiego watu bede na tej imprezie komputerowej jakies 170€ w plecy. Czyli oddam to co zarobilem w czerwcu. Albo siostra. Upiera sie, ze pokryje to z zarobionych na zastepowaniu mnie pieniedzy.


  • RSS